TARNÓW, STADION MIEJSKI – 1.07.2011

 

 

Co może taki facet jak ja robić pierwszego lipca w Tarnowie?? Ktoś powie zwiedzać , ale z tego co wiem Tarnów nie jest miastem, które mieści się w czołówce pod względem ilości zabytków (choć trochę ich tam jest). Fanem żużla nie jestem, ani też nie kibicuję lokalnej drużynie futbolowej, a mimo wszystko trafiłem na miejski stadion. Zew natury? A gdzieżby tam! Przywiódł mnie tutaj występ legendy rocka, grupy SCORPIONS .

Tym razem służby porządkowe stanęły na wysokości zadania i zadbały o bezpieczny dojazd, jak i wyjazd z imprezy. To niby szczegół, ale jakże istotny dla strudzonych podróżą. Prosto, sprawnie, tak jak powinno być. Na stadion dotarłem przed samym występem Niemców, tak więc nie napiszę nic o występie Kobranocki, która była supportem mistrzów. Z tego co się dowiedziałem, koncert Polaków był całkiem niezły, o ile ktoś gustuje w tego typu muzie. Dla mnie nie było to istotne, a czas który pozostał do występu ekipy Klausa Meine, ostatnie poprawki scenografii i inne techniczne niuanse minęły błyskawicznie. Miłym „zaskoczeniem” był tłum kilkunastu tysięcy fanów mimo padającego deszczu i zimna. Aura nie dopisała, jednak fani jak najbardziej! Kilka minut po godzinie 21-szej rozbłysły światła, zapaliły się ekrany telebimów, a do naszych uszu doleciały dźwięki utworu „Sting In The Tail”. Taaak! Na scenie pojawili się SCORPIONS . Wszyscy muzycy, jak przystało na prawdziwych rockmenów prezentowali się nad wyraz świetnie . Na deskach sceny co chwilę się coś działo. Meine w charakterystycznej pozie z mikrofonem umiejscowionym na statywie, Schenker w kowbojskim kapeluszu, strzelający swoje miny i Jabs wycinający solo, że aż miło. A to dopiero początek! „Make It Real”, „Bad Boys Running Wild” bezwzględnie rozpalały publikę, jednocześnie neutralizując nieprzyjazną aurę. Częste zmiany strojów, jak i wioseł, których kolekcję mają całkiem pokaźną, bieganie po scenie i wyjątkowa atmosfera, tak charakterystyczna dla SCORPIONS’ów, nie zawiodły i tym razem. Jedynie Paweł Mąciwoda nieco bardziej statyczny i wyciszony niż reszta minimalnie od nich odstawał, co nie zmienia faktu, że chłopak odwalił kawał dobrej roboty! Nie przeszkadzał im deszcz, który padał na nich, gdy byli na nie zadaszonym podeście, wypuszczonym w publiczność. Nic nie mogło im stanąć na drodze, a żywiołowych reakcji publiki, oklasków i skandowania nie było końca. „The Zoo” i „Coast To Coast” sprawiły, że padłem na kolana, a moje serce wypełnione było uwielbieniem dla kapeli. Przed oczami przeleciały mi młodzieńcze lata wypełnione muzą kapeli. Ach, co to były za czasy, łezki same napływają do oczu! Nie bagatelną rolę podczas całego koncertu Niemców odgrywała zabawa z publiką, i nie muszę chyba tutaj zbytnio przekonywać, że nikogo nie trzeba było do tego zachęcać! „Send Me An Angel” i „Holiday” odśpiewane z kapelą przyprawiły mnie o ciarki na grzbiecie. James Kottak’a, który również miał swoje „pięć minut” podczas tarnowskiego koncertu grupy wystąpił w roli narratora filmu emitowanego na telebimach, przeprowadzając nas przez najlepszy okres grupy jako postać z okładek zespołu. Nie będę wymieniał płyt które się pojawiły, a chodzi jedynie o sam pomysł. Solo na garach do wielkich niestety bym nie zaliczył, nie było to jednak jakimś wielkim zaskoczeniem. Przez kilkanaście lat zdążyliśmy poznać James’a i jedno jest pewne, że do wirtuozów tego instrumentu gość ten nie należy. Solo Jabs’a, o dziwo również do najlepszych nie należało. Mimo, iż facet ma niezły potencjał i doświadczenie, jako wirtuoz gitary do historii niestety nie przejdzie. Miłym ukłonem zespołu w stronę tarnowskiej publiczności było pojawienie się napisu Tarnów podczas emitowanego na telebimach obrazu do utworu „Big City Nights”, co też stało się początkiem końca całej imprezy. Nie obyło się oczywiście bez bisów, podczas których usłyszeliśmy chyba największe klasyki takie jak „Still Loving You”, „Wind Of Change”, „Rock You Like A Hurricane” i mój ulubiony „When The Smoke Is Going Down”. Wszystko to odśpiewane z zespołem, co z pewnością było słychać w całym Rzeszowie . Drobne wpadki z nagłośnieniem, światłami i obrazem z szacunku dla kapeli zaliczę na konto złej pogody, a nie technicznych. Wszyscy ci, którzy mogli, a nie przybyli na Stadion Miejski w Tarnowie niech żałują okazji do zobaczenia fantastycznego występu, w wykonaniu grupy SCORPIONS. Całej reszcie, w tym mnie, koncert ten pozostanie na długo w pamięci…

Tekst – Andrzej ‘Dziadek’ Nowakowski
Zdjęcia – Filip Radwański / KSAF UJ

SPECJALNE PODZIĘKOWANIA DLA PANA FILIPA RADWAŃSKIEGO ZA UDOSTĘPNIENIE FOTOGRAFII Z KONCERTU SCORPIONS W TARNOWIE.













PEŁNA SETLISTA

1. “Sting In The Tail”
2. “Make It Real”
3. “Bad Boys Running Wild”
4. “The Zoo”
5. “Coast To Coast”
6. “Loving You Sunday Morning”
7. “The Best Is Yet To Come”
8. “Send Me An Angel”
9. “Holiday”
10. “Raised On Rock”
11. “Tease Me, Please Me”
12. “Dynamite”
13. “Kottack Attack” (perkusyjne solo Jamesa Kottaka)
14. “Blackout”
15. “Six String Sting” (gitarowe solo Matthiasa Jabsa)
16. “Big City Nights”

Bisy:

17. “Still Loving You”
18. “Wind Of Change”
19. “Rock You Like A Hurricane”
20. “When The Smoke Is Going Down”.